Wprowadzenie


…. Z przymrużeniem oka… ....ZŁOTE MYŚLI MAMY WSPANIAŁEGO SYNKA I CÓRECZKI....




"Spójrz w oczy dziecka zobaczysz Boga."

- Phil Bosmans


"Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się - ze wszystkich sił - tego, czego pragnie."

- Paulo Coelho

"Jest jedna miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar, płacze a przebacza, odepchnięta wraca - to miłość macierzyńska."
- Józef Ignacy Kraszewski

środa, 16 maja 2012

Piknikowe szaleństwo

 W upalny, majowy dzień wybraliśmy się w trójeczkę na piknik, nad wodę.

Spakowałam obiad, aby moi chłopcy nie byli głodni.
 Dodatkowo zabrałam chyba pół domu, bo przecież nigdy nie wiesz co będzie potrzebne :) 

Zabrałam : 
-duży koc do siedzenia 
- namiot przeciwsłoneczny (nawet go nie rozłożyliśmy)
- poduszkę i ulubioną kołderkę Synka, gdyby mu się zachciało spać (co oczywiście nie nastąpiło, bo szalał jak  opętany, padł dopiero w drodze powrotnej, w samochodzie)
- wózek, gdyby nie mógł zasnąć na kocu (w wózku łatwiej)
- piłkę, zabawkę grającą, wiaderko, grabki, łopatkę i oczywiście foremki do piasku (wiaderko i łopatka ok, reszta nie przydatna)
- zapas wody mineralnej, soków i ulubionych chrupków kukurydzianych
- ubranka krótkie na zmianę i długie jakby się chłodno zrobiło (co z tego, że był upał ok 30st C )
-stos pieluch, chusteczek i kremów
- zapasowy smoczek
- sandałki i skarpetki z twardą podeszwą
-trzy czapki (jedna cieplejsza, druga z daszkiem, trzecia letnia) i chustka, którą używamy albo na główkę albo pod szyjkę
- krem z filtrem
- wodę termalną, aby chłodzić twarz
- aparat fotograficzny (nie rozstaję się z nim, odkąd Synuś przyszedł na świat )

No, chyba to wszystko!

Wiem, wiem co sobie myślą doświadczone mamy.
Że albo to pierwszy taki wypad z dzieckiem, albo po prostu zwariowałam.
Spokojnie jeszcze nie zwariowałam, no chyba że z miłości :D 
To nie był pierwszy wypad, było już tego troszkę.
Chyba jestem po prostu zapobiegawczą mamą, która cały czas się uczy.

Wybraliśmy się nad jezioro 10km od domu. Byliśmy tam ok 4 godz. Połowę rzeczy oczywiście nie ruszyłam.
Ale było cudownie!
Synuś latał w sandałkach, piasek mu nie przeszkadzał. Bawił się wiaderkiem i łopatką. Zjadł troszkę zupki. I cały czas walczył z czapką, nie dał sobie wytłumaczyć, że czapka w upał jest konieczna.
Zrobiłam mnóstwo zdjęć.
Wypad bardzo, bardzo udany!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.