Wprowadzenie


…. Z przymrużeniem oka… ....ZŁOTE MYŚLI MAMY WSPANIAŁEGO SYNKA I CÓRECZKI....




"Spójrz w oczy dziecka zobaczysz Boga."

- Phil Bosmans


"Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się - ze wszystkich sił - tego, czego pragnie."

- Paulo Coelho

"Jest jedna miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar, płacze a przebacza, odepchnięta wraca - to miłość macierzyńska."
- Józef Ignacy Kraszewski

poniedziałek, 14 października 2013

rzeczywistość ... Artykuł "Cudzy Sen"



"CUDZY SEN"
SYLWIA CHUTNIK

"Mieściłeś się, synku, na moim ramieniu i myślałam, że zawsze będziesz taki mały. Że do końca życia będziemy siedzieć w nocy i się na siebie patrzeć. Tak mi się zdawało...


Pod wieczór zwalniam. Snuję się po mieszkaniu i segreguję sprawy mniejsze i większe. Ten rytuał został opracowany 10 lat temu, kiedy urodził się mój syn. Kolacjobajka, mycie, czytanie, gadanie i sen. A potem przyglądanie się, jak miarowo oddycha, zamyka oczy i przenosi się w dziwne krainy.
Nocne kręcenie się po łóżku, rozkopywanie kołdry i przerzucanie kończyn we wszystkie strony. Mruczenie i stęki. Monologi bez sensu, urwane zdania, lunatykowanie. Inny świat mojego dziecka, do którego nie mam wstępu. Nawet jeśli rano witam go pytaniem: "Co ci się śniło?", to zwykle słyszę: "Nie pamiętam, chyba nic albo coś". I choćby sen został opowiedziany z detalami, to i tak przy nim nie byłam.

Świadomie wypędzam go z krainy, w której nie ma dla mnie miejsca. Krainy jego zadumy i marzeń snujących się w rozczochranej głowie. Im częściej myślę o swojej nieodciętej pępowinie, tym bardziej doceniam obszary bezmatczyne. To właśnie one przygotowują mnie do nieuniknionego: wyprowadzki
dzieckaz domu, opuszczenia rodziny i założenia nowej. Na razie są wakacyjne rozstania, obozy i nocowanki u przyjaciół. Pozorna kilkudniowa wolność ("Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni!", Kult) przeradza się w tęsknotę i łzy wzruszenia. Gdzie on jest, co robi, jak się zachowuje i czy umył ręce? Kontrola poszczekuje jak zły pies za ogrodzeniem.Rano przytulam się do pachnącego nocą syna i próbuję przechwycić to, co nie jest mi dane. Trochę desperacko, być może na siłę, rozmawiam o planie dnia, o czymkolwiek. Byle tylko posłuchać zachrypniętego głosu, który sam jeszcze nie wie, czy ma mówić już o sprawach doczesnych, czy może wspominać fantastyczne światy. Chwila jak stop-klatka, wyrwana pędowi miasta: siedzimy pod kocem i zmuszamy się do obudzenia. Trzymam jego dłoń, a on opiera głowę o moje ramię i trochę marudzi w sprawie śniadania: "Wolałbym bułkę, czemu na mleku jest kożuch, czy jest sok?". Wygrzebuję się spod przykrycia i staram sprostać życzeniom, ale czasami jestem rozdrażniona i zaczepna: "Zjedz to, co ci dałam, i pospiesz się, i jedz, i się nie zamyślaj, i wreszcie się obudź!".
Niestety, wszystko jest za daleko, poza moim wzrokiem i moją, choćby pozorną, władzą. Trzymam więc ciepłą dłoń pod kocem i kombinuję, jak tu przedłużyć chwilę, która powinna trwać i trwać, ale kończy się nieubłaganie zerknięciem na zegarek. "I się pospiesz, i jedz szybko, i ubieraj się, i umyj zęby! Wkładaj buty, na co czekasz, lecimy, bo się spóźnimy!". Z premedytacją niszczę tę magię i jeszcze będę tego żałować, kiedy syn zabierze z domu rzeczy i zniknie w swoim świecie na zawsze, jak i ja zniknęłam pewnego dnia.

Trzymam go więc, aż mi palce nabiegają krwią. Nie puszczę, paznokciami się wbiję, zębami chwycę koszulę i nie dam. Moje
dziecko, kruszynko, synku, nawet nie wiesz, jak ty w nocy płakałeś. Byłeś mały, karmiłam cię, a ty patrzyłeś na mnie wielkimi oczami i tak trwaliśmy. Pierwsza, druga nad ranem, a my sobie siedzieliśmy w łóżku i byliśmy jak kosmos. Bez początku i końca. Trzymam mocno dziecko, jakby mi miało uciec i nigdy nie wrócić. Zaborcza jestem, na granicy histerii. Bo przecież nie tak miało być, miałam być zawsze i wszędzie. Nawet we śnie, bo i tam może dziać się coś strasznego. Widzę siebie jako matkę-rycerza broniącego syna przed wszystkim złym: a to smokowi głowę obetnę, a to ukarzę jakiegoś rzezimieszka.Oddalałam się przez kilka lat - a to wyjazd, a to koncert. Wreszcie spakowałamksiążkii przeniosłam się na swoje. Bez mamy. Pamiętam, że byłam tak skupiona na sobie, że nie miałam żadnej refleksji na temat mojej mamy: co odczuwa, czy nie tęskni? I że jak dzwoni, to nie po to, aby przeszkadzać, tylko chce usłyszeć głos. Opowieść. Kawałek snu. Pewnie zostanę ukarana za to ignorowanie uczuć mamy, już ja "sama zobaczę", jak to jest, kiedy widzi się plecy ukochanego dzieciaka, które burkną czasem: "Spoooko". I to wszystko.
Ale wejść do tej bajki nie mogę. Syn musi sam stać się rycerzem. Patrzę, jak codziennie wkłada swoją zbroję. Staram się mu nie poprawiać hełmu i nie przyczesywać wystających spod niego włosów. I tylko mi się ta ręka zaciska bezwiednie, i wtedy wiem, że do żadnego snu wejść nie mogę. Do żadnego innego życia też nie."

autor: Sylwia Chutnik
magazyn: PANI 8/2013

kopia artykułu ze strony : styl.pl


Czytaj więcej na http://www.styl.pl/magazyn/felietony/sylwia-chutnik/news-cudzy-sen,nId,1005345?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome





no cóż, cała prawda! 
wieczorami o tym myślę....boję się tych chwil dojrzewania mojego Synka...to będą okropne chwile...nagle mama nie będzie potrzebna...a później jak wyjdzie z domu...co to będzie?...czy będzie dzwonił? czy będzie odwiedzał? czy wyjedzie gdzieś za granice i będzie przyjeżdżał tylko na święta?...
...zastanawiam się jak pokierować swoje życie by ta chwila rozłąki mniej bolała...bym mogła poradzić sobie z tą pustką w domu...wiem, że będzie bardzo ciężko bo jestem typową "matką polką", której pasją jest dom, rodzina...
..myślę o mojej Mamie jak ciężko znosiła fakt, że mam chłopaka, narzeczonego, że dorastam...


o ja! jaka ja jestem zaborcza! 



słucham:

Doda - Wkręceni (High Life)


6 komentarzy:

  1. Ja jeszcze w ogóle nie myślę o tej przyszłej rozłące. Bardziej o tym, żeby moje dzieci miały fajne życie: żeby były zdrowe, odnalazły miłość i pasje, żeby niczego im nie brakowało. Chciałabym być dla nich kimś, do kogo zawsze będą mogły się zwrócić z pytaniem, problemem. Kogoś godnym zaufania, kto nie wchodzi w ich życie a jest tuż obok, aby dopiero zawołany wejść. Takie tam rozmyślania ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja staram się nie wybiegać, aż tak w przyszłość. Na razie jest mój malutki, choć każdego dnia coraz bardziej samodzielny:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama prawda..aż mi się łza w oku zakręciła....;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A może bedzie tak, że poradzisz sobie z dorastaniem lepiej niz myślisz:). Ja czasem myslę o przyszłosci, ale jakoś nie umiem sobie wyobrazic mojego urwisa w doroslym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja to się nie boje tych chwil ;-) jeszcze na martwienie mam czas ;)
    liczy się to co jest teraz!
    Pozdrawiam i u mnie new.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na zapas nie ma co się martwić! Ja mam dorastającą już prawie córeczkę 11 lat, już powoli izoluje się od "starych", siedząc w pokoju słuchając muzyki, ma swoje kaprysy, bo hormony już działają, ale to wszystko dzieje sie na bieżąco, wiec nie myśł już co będzie w przyszłości ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.